Pierwsza połowa z kosmosu, druga raczej przyziemna. Derby z JKS dla Odlewu.

ODLEW-JKSW derbowym meczu z Jadwiżańskim wygraliśmy 9:2 (8:0), robiąc różnicę w pierwszej połowie. Cieszy nasze odblokowanie w ofensywie. Po meczach z zerem z przodu (Śrem, Gułtowy, Kiszkowo) ładnie świeci się lista strzelców. Trzy gole Arka, dwa Bizona, po jednym Krzyśka, Adriana i Sławka . To pokazuje, że w ofensywie jest potencjał na konkretne strzelanie.

[Fotografia Wojciecha Budzyka z portalu budzikpoznanski.pl. Bardzo dziękujemy za jej udostępnienie]

Mecz z JKS „zabiliśmy” w pierwszym kwadransie, po którym było 4:0. Zaszalała zwłaszcza nasza prawa flanka z Saviolą i Arkiem. Pierwszy gol to wbicie bramki przez Arka do pustaka, drugi to kasta Bizona, który wyszedł sam na sam, trzecia to znowu Arek z bliska (po strzale w poprzeczkę Sławka), a czwarta to firmowe zagranie Krzyśka, czyli strzał po długim z dwudziestu metrów (asysta Savioli).

Po czterech gongach goście nie bardzo widzieli co się dzieje, a już przyszły kolejne bramki dla Odlewu. Kasta na 5:0 padła w 18. minucie (Sławek głową po asyscie Michała), a na 6:0 strzelił Bizon po asyście Krzyśka. Wszystkie bramki wciskaliśmy po rozklepaniu defensywy rywala. W tym czasie Jadwiżański potrafił odpowiedzieć tylko jednym mocnym strzałem z dalszej odległości, wybronionym przez Pawła.

Później zaczęła nieco zawodzić skuteczność (ze dwie setki zmarnowane Bizona, jedna w słupek), ale też były szanse po naszych – pieczołowicie ćwiczonych – rogach. Wpadło jednak po rzucie wolnym. Piłkę z boku ustawił Adrian. Chciał uderzać po krótkim rogu i chyba trochę mu zeszło. Adrian zdążył powiedzieć „kurde, przepraszam”, po czym piłka zatoczyła łuk i po długim słupku wpadła za koszulę bramkarza. Super kasta! Gdyby tylko zachował pokerową twarz, to każdy pomyślałby, że tak miało lecieć 😉
W 41′ minucie wynik na 8:0 do przerwy ustalił Adrian, ale tego gola zaliczymy jako samobója, bo piłkę lecącą w kierunku bramki przeciął obrońca, czym kompletnie zmylił bramkarza.

W drugiej odsłonie Treneiro Matyjas postanowił szybko dać szansę rezerwowym.  Trzech weszło jeszcze w przerwie, a do 63. minucie kolejnych dwóch. I dobrze, bo idea jest przecież taka, że grają możliwie wszyscy. Każdy z nas potrzebuje ogrania.

O drugiej połowie mogę powiedzieć tyle, że była „chaotycznie B-klasowa”. Jadwiżański fajnie walczył. Grali bardzo ambitnie, bez oglądania się już na wynik.
Jeżeli chodzi o naszą grę, to podobało mi się to, że nie kalkulowaliśmy. Nie było u nas żadnej gry na czas, popisów, czy głupawek. Pod względem zaangażowania nie ma się absolutnie do czego przyczepić. Gorzej było z jakością. Piła skakała, wiele razy pchaliśmy ją bez sensu, zamiast wycofać i zbudować przewagę. Graliśmy trochę jak bokser, który cały czas dąży do zwarcia i chce iść na otwarte wymiany. Takie coś publiczność może lubi, ale zasadniczo jest to bez sensu. W wielu fragmentach na wyczyny przypominały  początkującego gracza w Fifę, który jeszcze nie ogarnął, który przycisk jest od czego i gra kombinacje klawiszy trochę na oślep.
Tymczasem w drugiej połowie wystarczyło „mniej chcieć”, wybierać prostsze rozwiązania, bardziej szanować piłkę – i myślę efekt byłby lepszy nie tylko „dla oka”, ale też pod względem strzelonych bramek.

A tak, to drugą połowę przegraliśmy 1:2. Pierwszą bramkę JKS strzelił tuż po przerwie. Za krótko wybiliśmy piłkę po rogu. Ich pan na skraju pola karnego był sam. Zgarnął piłkę i ją uderzył, po drodze trafiając w Szymona, który zmylił naszego bramkarza. Potem w 63′ minucie skaścił Arek po podaniu Adriana. W końcówce zaś AdrianWa za lekko zagrał do tyłu i wystawił piłkę ich napastnikom. Ogólnie jednak gra w drugiej dosłonie toczyła się na połowie Jadwiżańskiego, który – słusznie zreszta – nastawił się na kontry. W zasadzie z niczego wcisnął nam dwie kasty.

W każdym razie wynik 9:2 robi wrażenie. Poziomem i jakością nawiązaliśmy do meczu z Owieczkami, zapominając o paru słabszych występach. I bardzo dobrze, bo przed nami dwa mecze z sąsiadami w tabeli. Najpierw (za tydzień) jedziemy do Plewisk. Za dwa tygodnie podejmujemy u siebie Farę Żydowo. Zwłaszcza ten pierwszy mecz – jak mówił Treneiro w szatni – będzie kluczowy, bo to rywal skonstruowany trochę podobnie jak my, czyli mieszanka B-klasowej rutyny i młodości, a nie sami dwudziestolatkowie z juniorów starszych jak UKS Śrem czy Kiszkowo.

Podsumowując, taki Odlew jak w pierwszej połowie chciałoby się oglądać zawsze. Odlew z drugiej połowy mi na przykład specjalnie nie przeszkadzał, bo kluczem jest zaangażowanie. Jednak naszą amibicję z ostatnich 45. minut trzeba umieć na boisku lepiej skanalizować i grać po prostu mądrzej.

Niedziela, 30 września 2018 roku, godz. 10:00, Cytadela
HKS Odlew Poznań – Jadwiżański KS (Poznań) 9:2 (8:0)
1:0 6′ Arek (asysta Bizona)
2:0 11′ Bizon (bez asysty)
3:0 13′ Arek (asysta Sławka – dobitka jego strzału w poprzeczkę)
4:0 16′ Krzysiek (asysta Savioli)
5:0 18′ Sławek (asysta MichałK)
6:0 23′ Bizon (asysta Krzyśka)
7:0 33′ Adrian (z rzutu wolnego)
8:0 41′ samobójcza po strzale Adriana
8:1 47′ samobójcza Szymona
9:1 65′ Arek (asysta Adriana)
9:2 86′ gracz JKS do pustaka

Skład Odlewu:
Paweł – Saviola (46′ Czarek), Woytek (46′ Rogacz), Szymon, ŁukaszK – Arek, Adrian (70′ PawełR), Krzysiek (63′ MarcinO), Michał, Sławek (55′ AdrianWa) – Bizon (46′ Marcin)

Gotowy do gry:
ŁukaszW

Gotowy do gry, ale poza protokołem:
Lars

Wsparcie:
Grucha, Nikos, znajomi Szymona

STATYSTYKI

STRZAŁY
Odlew 24 (Bizon 7; Arek i Krzysiek 4; AdrianW, Sławek i Marcin 2; ŁukaszK, Szymon, PawełR 1)
JKS 9

CELNE 12 (Arek i Krzysiek 3; Bizon 2; Adrian, Sławek, Marcin, ŁukaszK 1)
JKS 4

FAULE
Odlew 10 (Bizon 2; Saviola, Michał, ŁukaszK, AdrianW, Marcin, Krzysiek, MarcinO, AdrianWa po 1)
JKS 8

Faulowani w Odlewie:
AdrianW 3; Marcin 2; ŁukaszK, Sławek, Cezary po 1

ROŻNE
Odlew 4
JKS 2

SPALONE
Odlew 6 (Bizon 3; Arek 2; Marcin 1)
JKS 1

SŁUPKI/POPRZECZKI
Odlew 2 (Sławek, Bizon)
JKS 0

KARTKI ŻÓŁTE (innych nie było)
Odlew 0
JKS 1

11 myśli nt. „Pierwsza połowa z kosmosu, druga raczej przyziemna. Derby z JKS dla Odlewu.”

  1. A propos gola Adriana W.- skoro piłka leciała do bramki a obrońca zmienił tor jej lotu to nie jest to jednak gol Adriana? Czy samobój nie jest wtedy gdy piłka nie zmierzała do bramki i dopiero kontakt z zawodnikiem to sprawił? Tak bezinteresownie pytam, Adrian niczego mi za to nie obiecał. Jeszcze 🙂

  2. To jest odwieczny dylemat. Czy gol jest tego, który ostatni dotknął? Czy decydujące jest to, czy strzał był w światło bramki (jak tak – gol strzelającego, jak nie – samobój)? Czy Cionek walnął samobója z Senegalem czy tylko zmienił lot piłki?
    Ja przyjąłem kryterium „wkładu” obrońcy. I przy ich swojaku i naszym (Szymona) był on znaczny. Szedł strzał, rykoszet, piłka w jedną, bramkarz w drugą. Dla mnie to były samobóje.

  3. Raczej nie jest. Z tego co się orientuję to są trzy podejścia. Pierwsze (chyba tak liczą we Włoszech) to zasada „ostatniego kontaktu”. Czyli kto ostatni dotknął piłkę, tego jest to bramka. Czyli gol napadziora jest wtedy, kiedy po jego strzale – niedotknięta – piłka wpada do siatki. Nie liczą chyba się tu nieudane interwencje bramkarza (czyli np. przełamanie jego rąk). Drugie podejście to zasada: jeżeli strzał idzie w światło bramki i piłka wpadnie, to choćby nie wiem co się wydarzyło po drodze, to gol jest napastnika. Jest tez trzecie podejście – mi najbliższe – że ocenia się, na ile interwencja/rykoszet obrońcy wpłynęła na całą sytuację. Czyli nawet przy idącym w bramkę, jeżeli kontakt obrońcy zmyli bramkarza to swojak. Przy czym tu granica między istotnym, a mniej istotnym kontakcie jest płynna.

  4. W światło leciała, ale obrońca dosyć mocno zmienił tor lotu. W przypadku samobója liczone jest jako asysta? Czysto z ciekawości 😁

  5. Tak, jako asysta 🙂
    Podobnie jako asystę liczymy wywalczenie karniaka (ale wolnego już chyba nie, choć tu wypowie się jeszcze Grupski 😉 ).

  6. Inaczej mówiąc – drugie podejście zaprezentowane przez Ciebie, Larsi, jest obecnie obowiązujące.

  7. Ja Tobie o „profesjonalnej” wykładni, a Ty mi o wykładni arbitra z dziewiątej ligi 😉 No dobra, Maciej Pelka to sędzia drugoligowy, jeden z najlepszych w województwie, a że obu sytuacji nie widziałem, to trudno mi się wypowiadać. Choć pewnie z chęcią bym z nim pogadał.
    Natomiast generalnie wykładnia jest taka – piłka leci w bramkę, jest rykoszet – nawet może być ogromny – to bramka strzelającego. Mniej więcej tak jak na początku roku w meczu Korony z Lechem, gdy Cvijanović puścił farfocla z obiciem nogi Gumnego.

    https://www.dailymotion.com/video/x6fa6lg

    Ekstraklasa zapisała gola Cvijanoviciowi – zgodnie z tą zasadą,a Mogiel na 90minut – zgodnie ze swoją wykładnią – Gumnemu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Question   Razz  Sad   Evil  Exclaim  Smile  Redface  Biggrin  Surprised  Eek   Confused   Cool  LOL   Mad   Twisted  Rolleyes   Wink  Idea  Arrow  Neutral  Cry   Mr. Green