Odlew wicemistrzem Świata!

przykona---Odlew działa od 17 lat. Nasze – jak dotąd – największe sukcesy to fakt, że tyle już istniejemy oraz to, że w tym czasie przez klub przewinęło się kilkaset osób. Do tego w kategorii „wyczyn” ulokować możemy np. wypad do San Marino w 2012 roku – i porażkę tylko 0:1 w sparingu z uczestnikiem europejskich pucharów FC Domagnano (a mieliśmy patelnię, pozdro Rychu!). Teraz po sobocie rubryka z sukcesami powiększa się o wicemistrzostwo na kartofliskowym Mundialu AD 2019 🙂

Czasem ludzie mnie pytają o co chodzi z tym Odlewem. Co to za zajawka i z czym to porównać. Ostatnio odpowiadam, że to trochę jak z bieganiem półmaratonów. Są wyczynowcy, który schodzą poniżej 80 minut. Są tacy, którzy zatrzymują się na 1h30′ czy 1h45′. Są też tacy, dla których celem życiowym jest pokonanie bariery dwóch godzin. A są i tacy, którzy jarają się, że skończyli bieg przed Ryszardem Grobelnym, raperem Mezo czy przed panią z parasolką. Odlew z kolei to  takie bieganie półmaratonów w okolicy dwóch godzin. Nie jest to super wyczyn, ale nie zrobi się tego „z marszu”. Wymaga to jakichś tam treningów, wyrzeczeń, wyjścia do ludzi. Jedno i drugie (półmaratony i kopanie w B-klasie) kogoś tam interesuje, więc spoko. Przy czym biegać to można solo, a gra w piłkę na dużym boisku wymaga zawiązania się słownej grupy powyżej 20 ludzi. I właśnie ten „czynnik ludzki” fajnie był widoczny w Przykonie. To był konkretny festyn!

Naturalnym środowiskiem B-klasy jest – nie ma co ukrywać – wieś. Wsie mają swoje coroczne integracyjne święto pt. dożynki. No i turniej w Przykonie był właśnie takimi dożynkami, skupionymi wokół amatorskiego poziomu piłki nożnej.
Zastanawiałem się ostatnio kiedy większa ekipa z miasta widzi wieś. Ok, niektórzy jeżdżą na wakacje do agroturystyk. Ale tak zasadniczo zbiorowo to w polskich warunkach wieś oglada się może przy okazji festiwali typu Woodstock, może niektórzy przy okazji pielgrzymek czy biegów przełajowych… W efekcie z całym szacunkiem dla takiego Brzeźna (zwycięzca naszej grupy w zeszłym sezonie) czy Uchorowa, ale tam naprawdę nic nie ma – i w sumie to tylko pojedynczy ludzie w regionie mają orientację, gdzie te miejscowości się w ogóle się znajdują.  No, a my w Odlewie  polską wieś oglądamy regularnie. Mamy dzieki temu wzorowo obcykaną geografię Wielkopolski oraz dobrze rozwiniętą umiejętność miękką pt. sztuka negocjacji, bo przecież jakoś trzeba przekonać bliskich, że jednak jest mecz ligowy w Owieczkach czy Gułtowych i na trzy godziny w niedzielę jedziemy właśnie tam.

Ale wracając do turnieju. Zjechały się ekipy z całej Polski, które po prostu B-klasą się jarają. Zrobił się z tego świetny wiejsko-miejski miks drużyn, składających się z gości, którzy lubią przebrać się w strój i pokopać po kostkach na mniej lub bardziej równej murawie. Było też wielu kibiców – głównie bliscy zawodników, ale też sporo hipsterów 😉
Sam poziom zawodów w Przykonie lokował się – przynajmniej w zakresie górnej ósemki – na spoko B-klasowym poziomie (taki Muchobór Wrocław właśnie awansował do Serie A, a  FC Zapchajdziura składała się z graczy raczej okręgówkowych). Zatem podium na turnieju to było takie powiedzmy przebiegnięcie półmaratonu w granicach dwóch godzin.

Rozgrywki zaczęliśmy słabo. Pierwszy mecz kopaliśmy z Kartofliskami i szło nam kiepsko. Mieliśmy przewagę, ale akcje się nie zazębiały. Jakoś wyszliśmy na prowadzenie, ale oddaliśmy je pod sam koniec, kiedy to rywale zrobili tę jedną jedyną akcję. Skończyło się 1:1. Życie. Jak się później okazało byliśmy jedyną ekipą, która Kartofliskom oddała punkt 🙂

Drugi mecz grupowy graliśmy z ETV Ulubiona. Spotkanie raczej do zapomnienia. Wygraliśmy po sytuacji trochę kontrowersyjnej, bo Gigi ostro wszedł w piłkę (i w nią trafił). Rywal krzynął „ała”, bo go zabolało, ale faulu nie było (a w każdym razie sędzia puścił grę). Poszła z tego kontra zakończona golem, który finalnie dał nam zwycięstwo. Wierzcie mi lub nie, ale to był pierwszy w historii wygrany mecz Odlewu pod wodzą koordynatora-Larsa (serio!).

W trzecim grupowym meczu graliśmy z Tartakiem Klamry, z którym potem spotkaliśmy się w finale. Skończyło się 0:0, a rywale mieli słupek i poprzeczkę. My tylko ze dwie kontry. Ciasno staliśmy w defensywie, no i była asekuracja – trener Matyjas byłby dumny.

Z dwoma remisami i jedną wygraną zajęliśmy drugie miejsce w grupie, co oznaczało, że weszliśmy do górnej drabinki (a wystarczyła jedna stracona bramka z ETV czy Tartakiem – i tabela wyglądałaby inaczej…).

W ćwierćfinale trafiliśmy na jednego z faworytów, czyli Coco Jambo Warszawa. Na plac wyszliśmy z nastawieniem, żeby powalczyć i zobaczyć, jak to się ułoży. Ustawienie zmieniliśmy na jeszcze bardziej defensywne. Mecz zaczął się od strzała na twarz w postaci straconej bramki. Ale potem rywale zaczęli gasnąć. Po drodze udało nam się wyrównać z kontry. Sama końcówka spotkania miała w sobie element magiczny. Na ostatnie dwie minuty wpuściliśmy Dzika, który przyjechał do Przykony raczej na konsumpcję i strasznie krygował się w wejściem. Atak Dzik-Bizon okazał się zabójczy. Dziku jak tylko wszedł, to od razu zrobił zamieszanie i jakimś cudem wcisnął kastę na 2:1, a potem w ostatnich sekundach ustalił wynik strzałem do pustaka (rywale wycofali bramkarza) na 3:1. Mamy półfinał!

W półfinale kopaliśmy z FC Zapchajdziurą, czyli ekipą zmontowaną z „kibiców”, wśród których odnaleźć można było graczy kopiących powyżej Serie B. Poziom sportowy mieli wysoki, ale szwankowało zgranie. Znowu – podobnie jak z Kokosami – zaczęliśmy się od 0:1. Potem wyrównaliśmy po szybkim ataku i dociągnęliśmy  karnych (ustalone były trzy serie). Pierwszego karniaka Smoła wyciągnął, ale Szymon oddał strzał w maliny. Drugie karne były bite fachowo – Smoła nie miał szans na obronę, podobnie jak szans bramkarzowi rywali nie dał Mariusz. W trzeciej serii Smoła broni, Sławek strzela – i mamy finał!

Przed finałem Dziku wziął się za marketing – jako gwiazda chodził po ludziach i finalnie opchnął osiem szalików, zawiązujac przy okazji kilka kibicowskich sztam.

W finale zagraliśmy z Tartakiem Klamry. Wyszliśmy dość odważnie, piłka nawet fajnie się nam kleiła. To odważne granie (inne niż w poprzednich meczach) trochę nas zgubiło. Po jakiejś stracie poszła bowiem kontra, którą ich kumaci gracze ofensywni bezlitośnie wykorzystali. Znowu przyszło nam odrabiać straty. Siedliśmy na rywalu. Mieliśmy ze trzy dogodne sytuacje, w tym ładunek w poprzeczkę. Ale jak to w życiu bywa z niewykorzystanymi sytuacjami – miało być 1:1, a dostaliśmy kastę na 0:2. W ten oto sposób zajęliśmy drugie miejsce, a więc zdobylismy wicemistrzostwo Świata.

Wieczór upłynął na sympatycznej integracji nad jeziorem.

Wielkie dzięki wszystkim, którzy zawitali do Przykony. Ze swojej strony przepraszam, że nie wszystko było skoordynowane jak trzeba. Mecze były krótkie, starałem się żeby formacje jakoś się trzymały oraz żeby każdy się nagrał (na ile to oczywiście było możliwe). Tu zwłaszcza mam żal do siebie, że nie ogarnąłem i ostatecznie w finale nie wszedł gotowy do gry Marcin… Sorry.

Tak czy inaczej to była udana sobota. Świetny klimat, super pogoda, fajna organizacja i dobre sędziowanie.
Turniej pokazał, że drużyn typu Odlew jest w Polsce naprawdę sporo. Są to ekipy rozsiane w różnych zakątkach – jedne z większych miast (np. Muchobór Wrocław, Coco Jambo Warszawa, Orzeł Bydgoszcz), inne z małych mieścin (Piasek Potworów, Tartak Klamry, Naprzód Świbie). Tak sobie myślę, że jeżeli po coś powstał Odlew, to niekoniecznie dla podboju poznańskiej B-klasy, lecz właśnie dla takich turniejów.


Sobota, 13 lipca 2019 roku, boisko w Przykonie. Kartofliskowe Mistrzostwa Świata.

Turniejowy skład Odlewu:
Smoła – Mariusz, Tomek (tata Rolnika), Szymon – Gigi, Rolnik, Sławek, Michał, ŁukaszW, Marcin – Bizon, Dzik, Lars

Graliśmy bramkarz + pięciu  w polu, zmiany lotne. Mecze rozgrywane były na zmniejszonej połowie boiska.

Wyniki spotkań:
FAZA GRUPOWA
Odlew – Kartofliska 1:1 (kasta Bizona)
Odlew – ETV Ulubiona 1:0 (kasta Tomka – taty Rolnika)
Odlew – Tartak Klamry 0:0
*Wyszliśmy z grupy z drugiego miejsca (5 punktów, bramki 2:1)

ĆWIERĆFINAŁ:
Odlew – Coco Jambo Warszawa 3:1 (dwie kasty Dzika, jedna Bizona)

PÓŁFINAŁ:
Odlew – FC Zapchajdziura 1:1 (kasta Bizona), karne 2:1

FINAŁ:
Odlew – Tartak Klamry 0:2

9 myśli nt. „Odlew wicemistrzem Świata!”

  1. Kasty się zgadzają, oprócz meczu z Ulubioną. Tam bodajże strzelił dla nas tata Szymona Rolnika 😉

  2. A to nie było tak, że wyjąłem dwa pierwsze karne, a przy trzecim w końcu strzelili w inny róg?

  3. Ooo, znowu w Odlewie ojciec zagrał z synem. To chyba trzeci taki przypadek!

  4. Odlew udowodnił, że jest drużyną turniejową! 🙂 Mam nadzieję, że od teraz przynajmniej raz na pół roku uda nam się zagrać w jakimś turnieju, bo to świetna zabawa i super integracja.

  5. Świetny tekst. A taki turniej to dobra odskocznia od dużego boiska. Na duży plus zmiana na 1+5 i zmniejszenia pola gry, w krótkim 12 minutowym meczu każdy się nabiegał i był cały czas pod grą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Question   Razz  Sad   Evil  Exclaim  Smile  Redface  Biggrin  Surprised  Eek   Confused   Cool  LOL   Mad   Twisted  Rolleyes   Wink  Idea  Arrow  Neutral  Cry   Mr. Green